Jak polityczna poprawność potrafi zniszczyć szlachetną inicjatywę

Jak polityczna poprawność potrafi zniszczyć szlachetną inicjatywę

6918
0
PODZIEL SIĘ

W Związku Radzieckim przez kilkadziesiąt lat bolszewickiego ustroju najsilniejszą bronią w wewnętrznych walkach stały się anonimowe donosy.
Anonimowe, bo anonimowość zapewniała bezkarność.

Prawie każdy bandyta w szefostwie Cze-Ka czy NKWD swoją pozycję zawdzięczał jakimś anonimowym donosom, które wysłały na śmierć jego poprzedników (a później jego samego).

Niestety anonimowe donosy siały śmierć i zniszczenie nie tylko w partii, wojsku czy siłowych bolszewickich służbach(tam na porządnego człowieka nigdy nie padło).

W sowietach dlatego wygrywała najpodlejsza część społeczeństwa, bo przecież uczciwi i pracowici ludzie nie pisali anonimowych (ani podpisanych)donosów.

Uczciwi i pracowici ludzie tracili majątki i szli na śmierć milionami, bo ich leniwy, biedniejszy, mściwy lub zawistny sąsiad napisał „w imię wspólnego dobra” „życzliwy” donosik.

Ta ohydna mentalność została przywleczona na bagnetach po II wojnie światowej i do Polski.
I pomimo upadku komunizmu pozostała.
Bo władza – zarówno komunistyczna jak i obecna – bardzo sobie donosy(a zwłaszcza anonimowe) ceni. Prawie we wszystkich służbach i urzędach anonimowe donosy są niesłychanie cenione i urosły do rangi „dowodów w sprawie”.
Spotkałem się z tym po raz pierwszy w 1997r., gdy zostałem Wiceprezydentem Krakowa.

Pierwszego dnia urzędowania przyszli do mnie dyrektorzy wydziałów i jednymi z ważniejszych dokumentów były anonimowe donosy.
Uciąłem sprawę informując, że każdy kto pokaże mi anonimowy donos wyleci z pracy.

Ale przecież ci dyrektorzy nie mieli złych intencji – taki widać w urzędzie był zwyczaj.
Pamiętam też, jak naczelniczka Urzędu Skarbowego(jednej z dzielnic Krakowa) poskarżyła się w wywiadzie prasowym, że mieli w ciągu roku 270 anonimów, w tym większość fałszywa.
Wg niej dobrze, iż były te anonimowe donosy, ale źle, że tyle fałszywych. Musieli je wszystkie sprawdzić , bo mają wewnętrzne rozporządzenie sprawdzania wszystkich anonimów w pierwszej kolejności. Brakowało im sił na pozostałą działalność. To zarządzenie funkcjonuje i dzisiaj.

Do niedawna życzliwe donosiki pisano na sąsiadów i nielubianych szefów w pracy lub konkurentów w polityce, podając prawdziwe albo zmyślone informacje o ich majątku, dochodach lub łapówkach.

Ponieważ takie rzeczy są jako tako sprawdzalne, a fałszywy donos mógł być karalny, więc były one z reguły anonimowe.

Niestety w ostatnich latach karierę zrobiło oskarżenie o MOBBING.
Wymyślili i rozpowszechnili to pojęcie ludzie różnej maści: socjaliści, i ci którzy własną pracą nie potrafili wiele osiągnąć. Generalnie ci, których dręczyła zawiść i którzy żyli z pracy cudzych rąk.

I oto tym, którym kiepsko szła praca, dano do ręki potężną broń.
To co do tej pory we wszelkiej działalności było zaletą, tj. umiejętność zarządzania, dobierania pracowników, nagradzania zdolnych i pracowitych, a odsiewania leni lub takich, którzy do danej pracy nie przystają, nagle staje się wadą.

Każdy pracodawca, kierownik i właściciel, który dobrze robi to, co do niego należy, może bezkarnie być oskarżony o mobbing.
BEZKARNIE.
W tym przypadku nie musi być nawet anonimu, bo donoszący niczego nie musi udowadniać – nie można go skazać za niesłuszne oskarżenie.
Właściwie jeśli szef wykonuje swoją pracę rzetelnie i uczciwie, to faktycznie słusznie jest oskarżany.
Przecież ten drań nagradza zdolnych i pracowitych, od wszystkich wymaga pracy, a nawet O ZGROZO zwalnia tych, którzy źle pracują.
Tylko ten zwierzchnik, który lekceważy swoje zadanie, hołubi dobrych i złych pracowników jednakowo i doprowadza firmę do bankructwa, jest bez skazy.

Jak wszyscy chyba zauważyli, oskarżenia o mobbing składają przede wszystkim zwolnieni.
I składają oskarżenia zgodnie z definicją mobbingu, bo przecież takie zwolnienie to stres – a oni nie po to zatrudnili się w danej pracy, by wysłuchiwać jakichś poleceń i nagan, ale by w tej pracy żyć bezstresowo. A TU ZWOLNIENIE – TAKI STRES.

Wielki udział w gloryfikowaniu tego bezkarnego i niemoralnego donosicielstwa mają nasze media.
Jak wspaniale można wybić się na WIELKIEGO DZIENNIKARZA ŚLEDCZEGO pisząc o mobbingu – najlepiej w jakiejś znanej i szanowanej firmie lub instytucji.
Przecież taki artykuł to samograj.
Nie trzeba dowodów.
Jeśli instytucja dobrze działała, to ten mobbing przecież być musiał, a donosiciele sami się znajdą.
Jeśli instytucja dobrze działała, to zwolnienia musiały być.
W ogóle nie trzeba się wysilać, by odkryć jakiś mobbing.
Wystarczy wziąć na tapetę którąkolwiek z najlepiej prowadzonych i najbardziej szanowanych firm czy instytucji. W tej firmie dopytać się o szefa mającego najlepsze wyniki i koniec śledztwa.

Ogłaszamy, iż mamy podejrzenie mobbingu i zapraszamy wszystkich zwolnionych, by przynieśli swoje donosy. SUKCES MUROWANY.

Taki sukces odniosła ostatnio nowa gwiazda „DZIENNIKARSTWA ŚLEDCZEGO” ONET-u – P. Janusz Schwertner.
Postawił tezę, że Ksiądz Jacek Stryczek – twórca i motor „Szlachetnej Paczki” stosuje mobbing.

Zgodnie z ww. przeze mnie scenariuszem ogłosił, że istnieje podejrzenie o stosowanie mobbingu podczas działań związanych z najbardziej szanowaną i skuteczną w Polsce inicjatywą.
Zebrał grupkę zwolnionych osób, no i dowiedział się, że te osoby mają – według nich – stres po zwolnieniu z pracy.

Czytając ten potwornie długi tekst zauważyłem, że ta grupka jest – jak na stowarzyszenie zatrudniające kilkaset osób – niezwykle mała.

Liczyłem z trudem, bo wypowiedź każdej anonimowej osoby jest rozbita i rozrzucona w kilku miejscach po tekście, a na dodatek nie wiadomo, czy np. osoba nazywana   „Członkini superzespołu, w „Wiośnie” od 2016 do 2017 r” w jednej wypowiedzi to ta sama, co w innej.

Doliczyłem się wypowiedzi trzech osób podanych z nazwiska i 8 osób anonimowych.
Ciekawy byłem, co mają do zarzucenia Ks. Stryczkowi ci, którzy zawiedli się na pracy. Pracy, która miała dać im utrzymanie i co do której sądzili(mieli plany), że będzie przyjemna, a która być może była ponad ich siły.
I doszedłem do wniosku, że poza zwolnieniem z pracy jedyne słowa i zachowania, które rozmówcy przypisali księdzu to(w apostrofach cytat):

–„On sam mówi, że tutaj księdzem nie jest.”

–„Często wspominał, że nie jest osobą, która lubi każdego”

–powiedział jednej osobie „Myślisz, że jesteś taka fantastyczna? Otóż nie, nie jesteś”

–powiedział pracownikom w sytuacji kryzysowej „To w was jest problem, to wy jesteście słabi”

–mówił pracownikom „musisz przekraczać siebie”

Poza tym NIC (swoją drogą można podziwiać autora, że do tak malutkiego materiału dolał „wody” na 20 stron)

Gdyby nie posępna muzyka wydobywająca się z tekstu i używane słowo mobbing myślałbym, że ci zwolnieni z pracy cytują go i chwalą za wspaniałą pracę.

To nieprawdopodobne, ale artykuł, który tak zaszkodził szlachetnej inicjatywie i spowodował rezygnację Księdza, nie zawiera (poza osobistymi problemami rozmówców) żadnych innych zarzutów w stosunku do księdza.

I z tego widać, jak donos (a ten traktuję jak anonimowy) potrafi być niemoralny i niszczyć ludzi nie zawierając nawet jednego konkretnego zarzutu.
Ale sam donos nie miałby tutaj żadnej siły gdyby nie terror politycznej poprawności.

To w połączeniu z nią dzisiejsze donosy i oskarżenia nabierają straszliwej niszczącej siły.
Ludziom nie chce się z tą polityczną poprawnością walczyć, bo myślą, że ich nie dotknie.
Ale dotknie! Bo kto nie przeciwdziała złu, zgadza się na nie.

Stanisław Żółtek
Prezes Kongresu Nowej Prawicy

BRAK KOMENTARZY