„Odbyło się posiedzenie Rady Europy…” – spostrzeżenia naszego Obserwatora z Parlamentu Europejskiego

„Odbyło się posiedzenie Rady Europy…” – spostrzeżenia naszego Obserwatora z Parlamentu Europejskiego

282
0
PODZIEL SIĘ

Kolejny dzień wytężonej pracy w Parlamencie Europejskim. Tym razem przedmiotem są konkluzje z posiedzenia Rady Europy z 20 i 21 października.

Dużo miejsca na posiedzeniu zajął problem imigracji, a jest to problem przypominający przysłowiową kwadraturę koła. Jedni posłowie są entuzjastami w przyjmowaniu emigrantów, dużo mówią o „pozytywnym wpływie migrantów na społeczeństwo z punktu widzenia gospodarczego, kulturowego i społecznego” i chcą zapewnienia im niemalże gwiazdki z nieba. Inni zaś realnie oceniają niebezpieczeństwa związane z napływem obcych nam rasowo i kulturowo przybyszów. Ciągle pojawia się ta sama wątpliwość, czy ci młodzi, silni, wyglądający na zadbanych i wysportowanych mężczyźni, aby naprawdę uciekają przed wojną i głodem. Przecież mamy w pamięci chociażby filmowe sceny uciekających ofiar wojny – wycieńczonych, w znoszonych ubraniach, niepewnych swego losu, którzy są zaprzeczeniem buńczucznej postawy młodzieńców z markowymi telefonami, wygrażających pięściami pod adresem rządów krajów, w których szukają schronienia. I żaden z posłów nie powiedział głośno jak załatwić ten problem. Pojawiają się pomysły „zarządzania” napływem imigrantów, czy rozdysponowywania ich po różnych krajach, ale żaden z posłów nie ma odwagi dotknąć istoty problemu i podać najprostszego sposobu jego zlikwidowania. A taki, wbrew pozorom, istnieje.

Kolejny problem to umowa CETA.

Przedstawiono cały wachlarz korzyści, które przyniesie krajom europejskim wdrożenie tej umowy. Niektórzy posłowie w zachwycie mówili, ze CETA to droga do dobrobytu. Ale, niestety dla rządzących, obywatelom wielu krajów coś się stało i nie wierzą już ojcom narodu. Powęszyli, poszukali, podyskutowali i… zamiast potulnie przyjąć do wiadomości i stosowania, wyszli w proteście na ulice, a niektórzy rozpisali nawet referenda. Na sali jeden z posłów powiedział szokującą rzecz, że były naciski ze strony prominentnych parlamentarzystów np. na Belgów, aby wyrazili zgodę i nie protestowali przeciw CETA!

Nie jest też podawana do szerszej wiadomości informacja, iż w umowie jest klauzula pozwalająca wielkim koncernom pozywać do sądu rządy, które np. będą chciały wycofać ze swoich rynków produktów, które okazały się szkodliwe dla zdrowia obywateli. Co zatem zamiast? Marine Le Pen podała alternatywę – nie CETA, ale międzynarodowe, beztaryfowe porozumienia handlowe.

Ciekawe co zrobi PE i RE z oprotestowaną przez europejskie społeczeństwo umową.

Chyba będzie to test na prawdziwą demokrację.

OBSERWATOR

Strasburg, 25 października